To pytanie może brzmieć prowokacyjnie.
Bo przecież pogrzeb powinien być prawdziwy. Powinien opowiadać o człowieku takim, jakim był.
Ale co zrobić, kiedy prawda o czyimś życiu nie jest piękna?
Kiedy rodzina opowiada o trudnych relacjach, latach milczenia, rozczarowaniach albo o tym, że zmarły nie był dla swoich bliskich takim człowiekiem, jakiego chcielibyśmy dziś pokazać innym?
Czy podczas pogrzebu trzeba powiedzieć wszystko?
Nie.
I właśnie o tym chciałabym tutaj opowiedzieć.
Laudacja nie jest aktem kanonizacji.
W przygotowaniu ceremonii pogrzebowej bardzo łatwo wpaść w schemat.
„Był wspaniałym mężem.” „Była cudowną mamą.” „Był kochanym ojcem i dziadkiem.” „Zawsze można było na niego liczyć.”
Takie słowa czasami są prawdziwe, ale życie nie zawsze jest tak proste.
Nie każdy zmarły był człowiekiem bez wad. Nie każda relacja była bliska. Nie każda rodzina ma wyłącznie dobre wspomnienia.
Czasami podczas rozmowy słyszę historie, które pokazują człowieka z zupełnie innej strony.
I wtedy pojawia się najważniejsze pytanie:
Jak napisać laudację, która będzie prawdziwa, ale jednocześnie nie zrani tych, którzy przyszli się pożegnać?
Bo moim zadaniem nie jest stworzenie pięknej legendy o zmarłym, i nie jest nim również publiczne rozliczanie jego życia. Pomiędzy tymi dwoma skrajnościami jest miejsce na prawdziwe pożegnanie.
Nie wszystko, co jest prawdą, powinno zostać wypowiedziane.
To jedna z najważniejszych rzeczy, których nauczyła mnie praca z rodzinami.
Podczas rozmowy czesto padają słowa, które są bardzo ważne dla zrozumienia historii człowieka, ale nigdy nie powinny znaleźć się w laudacji.
Nie dlatego, że trzeba coś ukrywać, ale dlatego, że rozmowa z mistrzem ceremonii jest czymś innym niż publiczne wystąpienie podczas pogrzebu.
Rodzina potrzebuje czasem powiedzieć: „Nie byliśmy blisko.” „Przez wiele lat nie mieliśmy kontaktu.” „Było między nami trudno.” „Nie potrafię powiedzieć, że był dobrym ojcem.” „Mam do niego żal.”, a ja nie jestem od tego, żeby te słowa oceniać.
Moim zadaniem jest zastanowić się, co z tej historii powinno zostać przekazane uczestnikom ceremonii, a co powinno pozostać między mną a rodziną.
Czy to oznacza, że podczas pogrzebu kłamiemy?
Nie.
I właśnie dlatego tytuł tego artykułu jest trochę przewrotny, bo nie chodzi w takiej sytuacji o wymyślanie historii, nie chodzi o przypisywanie komuś cech, których nie miał, i nie chodzi o tworzenie idealnego obrazu zmarłego tylko dlatego, że tak „wypada”.
Chodzi o coś znacznie trudniejszego. O wybór prawdy, którą można wypowiedzieć z szacunkiem.
Bo człowiek jest zawsze bardziej złożony, niż kilka zdań, które można o nim powiedzieć. W takich sytuacjach można opowiedzieć o jego pracy, pasjach, poczuciu humoru, ważnych miejscach, rodzinnych zwyczajach. Można wspomnieć o muzyce, której słuchał, o kawie, którą pił zawsze w ten sam sposób, o powiedzonku, które powtarzał przez lata.
A czasami można też po prostu powiedzieć: „Ich relacja nie zawsze była łatwa.”
I na tym poprzestać, i to też jest prawda.
Na pogrzebie spotykają się różne historie.
Czasami myślimy o zmarłym jak o jednej osobie, ale dla każdego z bliskich był kimś trochę innym. Dla żony był mężem, dla córki ojcem, dla przyjaciela kompanem, dla kolegi kimś, z kim spędził kilkanaście lat w pracy.
Każda z tych osób zapamiętała inne sytuacje. Jedna osoba może wspominać zmarłego z ogromną czułością, druga może mieć w sobie żal, trzecia może pamiętać przede wszystkim jego poczucie humoru.
Która z tych historii jest prawdziwa?
Wszystkie…
Dlatego dobra laudacja nie zawsze polega na znalezieniu jednej, idealnej wersji człowieka. Czasami polega na tym, żeby pozwolić, aby pojawiło się w niej kilka różnych perspektyw.
Są też rzeczy, których nie trzeba dopowiadać.
To jest moment, w którym bardzo ważne staje się doświadczenie osoby prowadzącej ceremonię, bo można powiedzieć za dużo, można próbować wyjaśnić każdą relację, można opowiedzieć historię, która dla jednej osoby jest ważna, ale dla innej będzie bolesna.
Dlatego czasami najlepszą decyzją jest zostawić coś między wierszami. Nie każda historia potrzebuje zakończenia, nie każda relacja potrzebuje publicznego wyjaśnienia, nie każda prawda potrzebuje sceny.
Moim zadaniem nie jest oceniać człowieka.
Kiedy rodzina powierza mi historię swojego bliskiego, otrzymuję coś bardzo osobistego. Czasami jest to kilkadziesiąt lat wspólnego życia, czasami tylko kilka ważnych wspomnień, czasami relacja pełna miłości, czasami relacja skomplikowana, a czasami prawie jej nie ma…
Nie jestem od tego, żeby wystawiać zmarłemu ocenę. Nie jestem też od tego, żeby przekonać rodzinę, że powinna pamiętać go inaczej.
Jestem po to, żeby pomóc im znaleźć słowa, z którymi będą mogli stanąć przy jego grobie, a to ogromna różnica.
Najtrudniejsza laudacja nie zawsze jest tą najbardziej wzruszającą.
Czasami najtrudniej napisać tekst wtedy, kiedy nie ma jednej pięknej historii. Kiedy trzeba zachować równowagę, nie idealizować, nie osądzać, nie udawać, a jednocześnie stworzyć pożegnanie, które będzie miało sens.
Wtedy zaczyna się prawdziwa praca nad tekstem, wracam do notatek, przypominam sobie rozmowę. Czasami jedno zdanie trzeba zmienić kilka razy.
Bo podczas ceremonii nie ma przycisku „cofnij”, słowo wypowiedziane nad grobem zostaje…
Więc czy na pogrzebie można kłamać?
Nie, ale można nie powiedzieć wszystkiego.
Można wybrać z całego życia człowieka te historie, które najlepiej oddają jego obecność wśród bliskich. Można mówić prawdę bez okrucieństwa, można zachować dyskrecję bez tworzenia fikcji, można pożegnać człowieka z szacunkiem, nawet jeśli jego życie nie było idealne.
I właśnie na tym polega jedna z najtrudniejszych części mojej pracy.
Nie na napisaniu najpiękniejszej historii, ale takiej, z którą rodzina będzie mogła zostać po zakończeniu ceremonii.
Bo pogrzeb nie zmienia przeszłości. Może jednak pomóc tym, którzy zostali, spojrzeć na nią z odrobiną spokoju.
Kilka słów ode mnie
Każda ceremonia, którą przygotowuję, zaczyna się od słuchania. Nie szukam gotowych zdań, szukam człowieka.
Czasami jest bardzo blisko w opowieściach rodziny. Czasami trzeba go odnaleźć pomiędzy krótkimi odpowiedziami, wspomnieniami, które pojawiają się dopiero po chwili ciszy.
I zawsze pamiętam o jednym: to, że ktoś odszedł, nie oznacza, że musimy opowiedzieć całe jego życie.
Wystarczy opowiedzieć je tak, aby ci, którzy przyszli się pożegnać, mogli rozpoznać w tych słowach kogoś, kogo naprawdę znali.
🤍
