Nie każde pożegnanie odbywa się od razu. Czasem rodzina musi czekać miesiące, a nawet lata, by móc stanąć razem przy ostatnim pożegnaniu Bliskiej Osoby.
Historia Marianny była właśnie takim wyjątkowym i niezwykle poruszającym doświadczeniem. Historią wielkiej odwagi, ogromnej miłości do ludzi i rodziny, która przez blisko trzy lata nosiła w sobie niedomknięte rozstanie.
Marianna podpisała za życia akt donacji ciała.
Po swoim odejściu oddała siebie nauce i medycynie.
Wiele osób wciąż nie wie, że istnieje taka możliwość.
Jeszcze mniej osób zdaje sobie sprawę, jak wielkie znaczenie ma taka decyzja.
To właśnie dzięki dawcom przyszli lekarze uczą się anatomii, zdobywają doświadczenie i wiedzę, która później pomaga ratować ludzkie życie.
To ogromny dar dla medycyny, ale przede wszystkim dla drugiego człowieka.
Dlatego zawsze mam ogromny szacunek wobec osób, które decydują się na taki krok.
To decyzja wymagająca odwagi, świadomości i ogromnej otwartości na potrzeby innych ludzi.
Ale obok tej decyzji jest jeszcze ktoś, o kim mówi się znacznie rzadziej.
Rodzina.
I właśnie o rodzinie myślałam bardzo mocno podczas tej ceremonii.
Bo choć akt donacji jest czymś niezwykle szlachetnym, dla najbliższych bywa także bardzo trudnym doświadczeniem.
Nie ma od razu pogrzebu.
Nie ma miejsca, do którego można przyjść chwilę po odejściu.
Nie ma tego momentu zatrzymania, kiedy podczas ceremonii człowiek zaczyna powoli oswajać stratę.
Rodzina Marianny czekała na ten dzień blisko trzy lata.
Trzy lata życia z niedomkniętym rozdziałem.
Trzy lata tęsknoty.
Trzy lata czekania na możliwość powiedzenia: „żegnamy”.
Dlatego ta ceremonia była tak poruszająca.
Nie była tylko formalnym pożegnaniem.
Była spotkaniem pełnym emocji, wspomnień i wdzięczności za całe życie Marianny.
Podczas uroczystości wybrzmiał niezwykły list córki do mamy.
Pełen ciepła, wspomnień i codziennej miłości.
Marianna była kobietą niezwykle ciepłą i uważną na ludzi.
Kochała książki, spacery, ogród i rodzinę.
Była osobą otwartą, tolerancyjną i pełną szacunku wobec innych ludzi.
Razem z ukochanym mężem przeżyli 65 lat.
W listopadzie miałam zaszczyt prowadzić także ceremonię pożegnalną Jej męża.
Nie doczekał dnia pochówku swojej żony.
I myślę, że właśnie dlatego moment, w którym po latach mogli znów spocząć obok siebie, był dla rodziny tak ważny.
W świeckiej ceremonii pogrzebowej jest miejsce na prawdziwą historię Człowieka.
Na emocje.
Na ciszę.
Na wspomnienia, które nie mieszczą się w kilku gotowych zdaniach.
To właśnie dlatego tak bardzo wierzę w takie pożegnania.
Bo każdy Człowiek zasługuje na to, by zostać opowiedzianym prawdziwie.
Z czułością.
Z szacunkiem.
I z wdzięcznością za życie, które pozostawił w sercach innych ludzi.

