On wiedział, jak chce być pożegnany

Coraz częściej słyszę to zdanie. I za każdym razem myślę: to ważne. Bo kiedy przychodzi ten moment, decyzja przestaje być ciężarem dla rodziny, a staje się drogowskazem.


Ceremonia pożegnania Macieja była właśnie taka.
Poprowadzona nie według schematu, tylko według Człowieka.

Nie wszystko w takim dniu da się „ułożyć”.
Ale można stworzyć przestrzeń, w której bliscy nie muszą się domyślać.
W której nie szukają na siłę słów.
W której wiedzą, że robią dokładnie to, czego On by chciał.

Maciej powiedział to jasno: chce pogrzeb świecki.

I to zdanie zostało z rodziną.
Nie jako formalność.
Tylko jako coś, czego trzeba dopilnować z uważnością.


Co naprawdę znaczy „pogrzeb świecki”

Wciąż spotykam się z przekonaniem, że świecka ceremonia to „brak”.
Brak modlitwy. Brak rytuału. Brak sensu.

To nie jest prawda.

Pogrzeb świecki to nie rezygnacja.
To wybór.

Wybór formy, która ma być bliższa temu, kim był Człowiek.
I temu, czego potrzebują Jego bliscy.

Podczas tej ceremonii była wspólna modlitwa.
Naturalna. Niewymuszona. Potrzebna.

Bo świeckość nie wyklucza duchowości.
Daje tylko wolność w tym, jak ją wyrazić.


Muzyka, która nie była tłem

Muzyka na pogrzebie często bywa dodatkiem.
Tu była częścią opowieści.

Dżem.  AC/DC.

To nie były przypadkowe wybory.
To był Jego świat.

Kiedy wybrzmiewa „List do M” przy złożeniu urny, nie trzeba wielu słów.
Kiedy pojawia się „Highway to Hell”, nie chodzi o prowokację.
Chodzi o autentyczność.

O to, żeby pożegnanie było Jego, a nie „czyjeś”.


Cisza, która niesie

Najbardziej zapamiętuję momenty, w których nic się nie mówi.

Tak było przy urnie.

Nie było pośpiechu.
Nie było nerwowego „co dalej”.

Była cisza.
Taka, która pozwala każdemu przeżyć to po swojemu.

Jedni stali bardzo blisko.
Inni trochę z boku.

I to też jest ważne, w świeckiej ceremonii nie ma jednego „właściwego” sposobu przeżywania żałoby.

Jest przestrzeń.


Rola rodziny

To, co zostaje ze mną po tej ceremonii najmocniej, to spokój rodziny.

Nie dlatego, że było łatwo.
Bo nie było.

Tylko dlatego, że wiedzieli, że robią dobrze.

Że nie zgadują.
Nie dopasowują się do oczekiwań innych.

Tylko są wierni Jego decyzji.

I to daje coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka, poczucie sensu.


Szacunek do wyboru

Coraz więcej osób mówi dziś wprost:
„tak chcę być pożegnany”.

I to jest coś, co naprawdę zmienia jakość tego dnia.

Bo najtrudniejsze momenty stają się choć trochę bardziej oswojone, kiedy wiadomo, że to jest zgodne z wolą tej Osoby.

Nie idealne.
Ale prawdziwe.


Na koniec

Nie ma jednej dobrej formy pożegnania.

Jest tylko taka, która jest właściwa dla konkretnego Człowieka i Jego bliskich.

W przypadku Macieja, była to ceremonia świecka.
Spokojna. Uważna. Jego.

I to wystarczyło.

Zamiast kwiatów… zostawił dobro

Są takie pożegnania, po których zostaje coś więcej niż cisza.
Zostaje dobro, które idzie dalej.


To był dzień, w którym wszystko miało znaczenie.

Nie było przypadkowych gestów.
Nie było „bo tak się robi”.

Była decyzja.

Córka Czesława, Dorota, postanowiła, że zamiast kwiatów pojawi się coś, co naprawdę ma sens.
Pomoc dla Bartka i Jasia – chłopców, których historia porusza i nie pozwala przejść obojętnie.

Podczas ceremonii udało się zebrać ponad 3300 zł.

Niewielka kwota?
Być może.

Ale w takich momentach nie chodzi o liczby.
Chodzi o kierunek.

Bo to było dokładnie w duchu Czesława.


Człowiek, który żył po swojemu

Czesław był wyrazisty.
Miał swoje zasady, swoje zdanie, swój sposób patrzenia na świat.

Kochał proste rzeczy, dobre jedzenie, przyrodę, zwierzęta.
Gołębie, które były Jego dumą i codziennością.
Zwykłe chwile, które dla Niego były najważniejsze.

Był też Człowiekiem wrażliwym.
Szczególnie na cierpienie dzieci.

I właśnie dlatego ta decyzja Jego córki była tak naturalna.
Tak prawdziwa.


Ceremonia, która była „Jego”

To nie była ceremonia „z szablonu”.

Jedynymi kwiatami były te przyniesione z ogrodu córki Czesława – Doroty.
Prawdziwe. Piękne. Naturalne.

Podczas opuszczania urny w niebo wzbiło się pięć Jego ukochanych gołębi.
Nie trzeba było nic tłumaczyć. Ten obraz mówił sam.

Jego przyjaciel Paweł zaśpiewał pieśń – solo, bez akompaniamentu.
 Prosto. Poruszająco.

Wspólnie odmówiliśmy modlitwę.
Naturalnie, bez podziałów – tak, jak czuli to bliscy.

A słowa córki…
To była opowieść, której nie da się podrobić.

O relacji.
O codzienności.
O byciu razem – także w chorobie, zmęczeniu, czekaniu na SOR-ach, w zwykłych i trudnych momentach życia.

Bez idealizowania.
Bez uciekania od prawdy.

Z miłością.


Zamiast kwiatów

To nie była pierwsza taka sytuacja.

Coraz więcej rodzin decyduje się, żeby pożegnanie niosło coś dalej.
Żeby nie kończyło się na kwiatach, które po kilku dniach tracą swoją formę.

Zamiast tego – wsparcie.
Pomoc.
Realne dobro.

Ta ceremonia była kolejnym przykładem, że to działa.
Że ludzie chcą.
Że rozumieją.

I że takie decyzje mają sens.


Co zostaje

Po tej ceremonii nie została tylko cisza.

Został obraz gołębi unoszących się w niebo.
Zostały słowa córki.
Została pieśń bez akompaniamentu.
Została modlitwa, która połączyła wszystkich – po prostu.

I zostało coś jeszcze.

Dobro, które poszło dalej.


Jeśli stoisz dziś przed decyzją, jak pożegnać Bliską Osobę –
wiedz, że możesz zrobić to inaczej.

Spokojnie.
Prawdziwie.
Po swojemu.

📞 693 557 955

Na blogu znajdziesz także inne historie ceremonii, podczas których zamiast kwiatów pojawiła się pomoc dla Bartka i Jasia,  każda z nich pokazuje, że pożegnanie może mieć sens, który wykracza poza jeden dzień.

To pożegnanie było dokładnie takie, jak Ona.

Nie każdy pogrzeb musi wyglądać tak samo. Są takie pożegnania, które nie próbują nikogo udawać. Są po prostu czyjeś. Ta ceremonia była właśnie taka.


Są momenty, w których naprawdę widać różnicę.
Między „zorganizowaniem pogrzebu” a pożegnaniem Człowieka.

To nie jest kwestia formy.
To jest kwestia prawdy.

Kazimiera nie była Osobą, którą da się zamknąć w schemacie.
Miała swój sposób bycia. Swój rytm. Swój język.

Była otwarta na ludzi, lubiła rozmowy, spotkania, obecność.
Ale jednocześnie to, co najważniejsze, zostawiała dla najbliższych.
Nie wszystko było dla wszystkich.
I to też było Jej.

Kochała życie w ruchu.
Podróże. Miejsca. Smaki.

Spędziła rok na Cyprze razem z mężem Adamem , nie „na chwilę”, nie „na próbę”.
Po prostu żyła tam. Doświadczała. Była.

Lubiła dobre restauracje, owoce morza, miejsca, które mają klimat.
Sama żartowała, że nie jest najlepszą kucharką,
ale potrafiła docenić to, co dobre.

I w tym też była prawda o Niej.
Nie chodziło o perfekcję.
Chodziło o jakość życia.

Była osobą aktywną do końca.
Codzienne dwa kilometry nordic walking nie były obowiązkiem.
Były wyborem.

Bo Kazimiera wybierała życie.
Codziennie.

Miała charakter.
Taki, który nie pozwala przejść obok Niej obojętnie.

Kiedy coś było dla niej przesadą, kiedy się z czymś nie zgadzała, mówiła krótko:
„O maj papa…”

I to wystarczało.

Nie miała własnych dzieci.
Ale miała relację, która była prawdziwa i ważna.

Jej bratanek Darek był blisko.
Był częścią Jej świata.

A kiedy przyszedł moment najtrudniejszy, to właśnie on podjął decyzję o Jej pożegnaniu.
Z troską. Z uważnością. Z sercem.

I to mówi więcej niż wiele słów.


Ta ceremonia nie była „inna na siłę”.
Nie była próbą wyróżnienia się.

Była spokojna.
Uważna.
Prawdziwa.

Było w niej miejsce na Jej historię.
Na to, jaka była.
Na Jej sposób bycia.

Na zdanie, które, wypowiedziane w odpowiednim momencie,
przyniosło coś więcej niż tylko wspomnienie.

Przyniosło uśmiech.
Ten cichy, przez łzy.

Bo właśnie tak wygląda pożegnanie, które ma sens.

Nie udaje.
Nie dopasowuje Człowieka do formy.
Tylko tworzy formę wokół Człowieka.


Coraz więcej osób czuje, że „tradycyjnie” to nie zawsze znaczy „właściwie”.
Że można inaczej.

Spokojniej.
Bliżej.
Prawdziwiej.

Ceremonia świecka daje tę możliwość.
Ale to nie sama forma jest najważniejsza.

Najważniejsze jest pytanie:
kim była ta Osoba, którą żegnamy?

Co było dla Niej ważne?
Jak żyła?
Jak chciałaby być zapamiętana?

Bo odpowiedzi na te pytania tworzą pożegnanie.


Ta ceremonia była dokładnie taka, jak Ona, Kazimiera.

Prawdziwa.
Z charakterem.
Z emocją.

I właśnie dlatego, dobra.


Jeśli stoisz dziś przed decyzją, jak pożegnać Bliską Osobę,
nie zaczynaj od tego, „jak się robi pogrzeby”.

Zacznij od Niej.
Od Niego.

Od tego, kim była ta Osoba.

Reszta może się dopiero wtedy wydarzyć.

Nie chciał rozgłosu. A kaplica była pełna.

To było pożegnanie, które pokazało bardzo wyraźnie, jak wiele znaczy obecność.  Rodziny. Bliskich. Ludzi, którzy przyszli, bo chcieli być. I Człowieka, który choć cichy, zostawił po sobie naprawdę dużo.


Kaplica była pełna.

Ale to, co było najważniejsze, nie wydarzyło się tylko w tej przestrzeni.
Wydarzyło się między ludźmi.

W spojrzeniach.
W ciszy.
W tym, że byli razem.

Rodzina była licznie obecna.
Bliscy. Dzieci. Rodzeństwo. Wnuczęta.
Każdy na swój sposób przeżywał ten moment, ale było w tym coś wspólnego, poczucie, że żegnają kogoś ważnego.

Nie idealnego.
Nie „łatwego”.
Ale prawdziwego.

Jerzy był Człowiekiem skromnym.
Nie chciał rozgłosu.
Nie potrzebował wielkich gestów.

A jednak Jego pożegnanie pokazało, jak bardzo był obecny w życiu innych.

Przyszli tłumnie.
Ci, którzy z nim pracowali.
Ci, których uczył.
Ci, dla których był szefem, mentorem, kimś ważnym.
I ci, którzy po prostu go cenili.

To nie była przypadkowa obecność.
To była obecność, która wynika z relacji.


Ceremonia miała swoją strukturę.
Spokojną. Przemyślaną.

Bez pośpiechu.
Z miejscem na słowa, ale też na ciszę.

W kaplicy stanęły poczty sztandarowe.
Delegacja Koła Łowieckiego „Słonka” z Bolesławca.
Rzemieślnicy z Cechu Rzemiosł Różnych w Bolesławcu, w pięknych, tradycyjnych strojach, w kryzach.

To wszystko nie było dodatkiem.
To było częścią Jego historii.

I właśnie tak działa dobrze poprowadzona świecka ceremonia pogrzebowa.
Nie dokłada przypadkowych elementów.
Tylko zbiera to, co naprawdę ważne dla tej jednej, konkretnej Osoby.


Najbardziej poruszający moment przyszedł na końcu.

Podczas wyjścia z kaplicy
i w chwili złożenia urny w kolumbarium
wybrzmiał sygnał myśliwski.

Czysty. Spokojny.

Zatrzymał wszystkich.

I nagle zrobiło się jeszcze ciszej.

Bo są takie chwile, kiedy nie potrzeba już nic więcej.


Świecka ceremonia pogrzebowa nie musi być „zastępstwem”.
Nie jest brakiem.

Może być pełna.
Może być piękna.
Może być dokładnie taka, jakiej potrzebuje Rodzina.

Może opowiedzieć o Człowieku bez schematów.
Bez gotowych formuł.

Z uważnością.
Z prawdą.
Z miejscem na emocje, które naprawdę są.


To pożegnanie było właśnie takie.

Ciche.
Uważne.
Prawdziwe.

I pełne ludzi, którzy przyszli, bo wiedzieli, kim był Jerzy.

Bo są pożegnania, które nie potrzebują rozgłosu.
Wystarczy obecność.

 

List pożegnalny na pogrzebie wyznaniowym – czy tak można?

Wiele osób zadaje sobie to pytanie w ciszy, tuż po stracie: czy w kościele można powiedzieć coś od siebie? Czy jest miejsce na osobiste pożegnanie? Dobra wiadomość jest taka, że tak – można. Trzeba tylko wiedzieć, jak to zrobić.


Są takie momenty, kiedy słowa są potrzebne bardziej niż kiedykolwiek.
Nie te oficjalne.
Tylko te własne.

I właśnie wtedy pojawia się pytanie:
czy na pogrzebie wyznaniowym, w kościele, można odczytać list pożegnalny od rodziny?

Odpowiedź brzmi: można.

Ale nie chodzi o to, żeby „po prostu przeczytać tekst”.
Chodzi o to, żeby zrobić to dobrze. Spokojnie. Z wyczuciem.


Czy ksiądz się zgodzi?

To jedno z pierwszych pytań, jakie słyszę.

Z mojego doświadczenia, jeśli wszystko jest wcześniej ustalone,
jeśli forma jest odpowiednia,
jeśli jest szacunek do ceremonii wyznaniowej i jej przebiegu,
to naprawdę jest na to przestrzeń.

List pożegnalny nie jest wtedy czymś „obok”.
Staje się częścią pożegnania.


Jak to wygląda w praktyce.

Podczas ostatniej ceremonii odczytałam list pożegnalny dla Danuty – mamy, babci, kobiety bardzo obecnej w życiu swoich bliskich.

List powstał z rozmów z rodziną.
Z ich wspomnień.
Z rzeczy, które znają tylko najbliżsi.

Zamiast ogólnych słów -zostało opowiedziane życie Danusi.

Jej siła.
Jej konkretność.
Jej zdanie: „Nie mów mi, że nie dasz rady”.

To wybrzmiało w kościele.
W odpowiednim momencie.
W ciszy, która nagle zaczęła coś znaczyć.

I ludzie naprawdę słuchali.


To nie jest tylko „czytanie”

Żeby taki moment miał sens, wszystko musi być poukładane.

W tej ceremonii ważna była też oprawa muzyczna – dokładnie tam, gdzie życzyła sobie rodzina.
Chwilę przed rozpoczęciem i po jej zakończeniu.

Do tego koordynacja z zakładem pogrzebowym,
żeby każdy element był na swoim miejscu.

Bez chaosu.
Bez napięcia.

Bo kiedy ktoś nad tym czuwa,
rodzina może przestać „organizować”.

Może być razem.
Może przeżyć.


Dlaczego to ma znaczenie.

Bo pogrzeb to nie jest tylko forma.

To moment, który zostaje w pamięci na długo.

I naprawdę czuć różnicę między ceremonią, która się odbyła,
a taką, w której wybrzmiały prawdziwe słowa.

List pożegnalny daje głos najbliższym.
I kiedy ten głos pojawia się w kościele – we właściwym czasie, w odpowiedni sposób, on nie burzy ceremonii wyznaniowej.

On ją dopełnia.


Jeśli jesteś w sytuacji, w której chcesz pożegnać bliską osobę po swojemu,
ale nie wiesz, czy to możliwe, odpowiadam – jest.

Można to zrobić spokojnie, z szacunkiem, bez żadnego zgrzytu.

📞 693 557 955

Jedna decyzja. Ponad 3200 zł dobra (zamiast kwiatów).

Czasem jedna decyzja wystarczy, żeby coś się zmieniło. Nawet w najtrudniejszym momencie. Ta historia zaczęła się od pożegnania Józefa… a dziś trwa dalej, w realnej pomocy.


Kilka dni temu opisałam historię świeckiego pożegnania Józefa.
Spokojnego. Uważnego. Dobrego człowieka.

Ceremonii, która odbyła się w tygodniu przed Wielkanocą,
czasie ciszy, zatrzymania i refleksji.

To było pożegnanie bez nadmiaru.
Ale z ogromnym sensem.

Ceremonii, którą miałam zaszczyt poprowadzić,
we współpracy z Centrum Usług Pogrzebowych HADES z Obornik Śląskich.

To było spokojne, uważne pożegnanie.
Takie, które naprawdę zostaje.


Rodzina podjęła wtedy decyzję,
że zamiast kwiatów… zrobi coś więcej.

Poprosiła, aby osoby uczestniczące w ceremonii,
jeśli tylko poczują taką potrzebę,
wsparły zbiórkę dla Bartka i Jasia.

Małych chłopców, braci z Kuraszkowa,
którzy każdego dnia mierzą się z chorobą i potrzebują wsparcia.


Dziś wiemy, co wydarzyło się dalej.

Udało się zebrać
ponad 3200 zł.

Ale ta liczba… to tylko początek.

Bo za nią stoją ludzie.


Inicjatorką tej akcji była
Pani Renata Sierocińska – właścicielka Centrum Usług Pogrzebowych HADES z Obornik Śląskich.

To był impuls. Pomysł. Uważność.

A Rodzina Józefa –
Żona Anna i Syn Mirosław
powiedzieli „tak”.

W momencie, który dla wielu jest zamknięciem,
oni wybrali, żeby coś otworzyć.

Dla innych.


I potem wydarzyło się coś bardzo cichego, ale ważnego.

Ludzie podchodzili do puszki.
Bez słów. Bez potrzeby pokazania czegokolwiek.

Z potrzeby serca.

Każda wpłata była gestem.
Każda była odpowiedzią.

I właśnie z tych małych gestów
powstało coś większego.


Dziękuję wszystkim, którzy byli wtedy obecni.
Którzy przyszli pożegnać Józefa.
Którzy zatrzymali się na chwilę… i zdecydowali się pomóc.

Za każdą wpłatę.
Za każdą złotówkę.
Za serce.

To właśnie dzięki Wam
ta historia ma swój dalszy ciąg.


Rodzice chłopców napisali później:

„Dobro to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli.”

I trudno o lepsze podsumowanie tej historii.


To pożegnanie pokazało coś ważnego.

Że nawet w chwili straty
można zrobić coś dobrego.

Że pamięć o Człowieku
może mieć bardzo realny wymiar.

Nie tylko we wspomnieniach.
Ale w tym, co zostaje po nas dla innych.


Ta historia jednak się nie kończy.

Bo pomoc nadal jest potrzebna.

Jeśli chcesz do niej dołączyć — możesz to zrobić tutaj:
👉 https://www.siepomaga.pl/bracia


Jeśli nie czytałaś jeszcze pierwszej części tej historii 
o samym Józefie i o tym, jak wyglądało Jego pożegnanie
zajrzyj tutaj:

„Zamiast kwiatów… historia pożegnania, które naprawdę pomogło”


Są takie momenty, które zostają.

I przypominają, że dobro naprawdę ma sens.
Nawet, a może szczególnie  wtedy, gdy jest najtrudniej.

Nikt nie chciał wyjść… nawet po zakończeniu ceremonii.

W Wielki Piątek, w ciszy i zatrzymaniu, pożegnaliśmy Krysię. Była to ceremonia spokojna, prawdziwa i pełna ciepła, taka, po której nikt nie chciał od razu wracać do codzienności.


Są takie dni w roku, które same w sobie niosą ciszę.
Wielki Piątek jest jednym z nich.

To czas, w którym człowiek naturalnie zwalnia.
Zatrzymuje się.
Myśli trochę więcej. Czuje trochę mocniej.

I właśnie w taki dzień, w Oleśnicy, pożegnaliśmy Krysię.

Nie było pośpiechu.
Nie było zbędnych słów.

Była obecność.

Byli najbliżsi.
Rodzina, która przyszła nie tylko pożegnać, ale przede wszystkim, być razem.

I była Ona.
Krysia – opowiedziana w prostych, prawdziwych obrazach.

Mama, która dawała z siebie więcej.
Która potrafiła być silna wtedy, kiedy trzeba było być silną za dwoje.
Która nie mówiła o trudnościach, tylko po prostu szła dalej.

Babcia… kochana, wspierająca, obecna.
Dla swoich wnuków była kimś znacznie więcej.

Była Krysią.

Ich przyjaciółką.
Powierniczką.
Kimś, kto zawsze był obok.

To dla nich lepiła pierogi ruskie, odkąd tylko dowiedziała się, że je uwielbiają.
To dla nich szła zimą przez śnieg, żeby nakarmić kaczki, bo taką mieli misję.

To przy Niej siedziało się długo.
Rozmawiało. Śmiało. Było.

Krysia była też kobietą, którą się pamięta obrazami.

Ułożone włosy.
Makijaż.
I czerwona szminka – jej znak rozpoznawczy.

Zostawiała po sobie ślad…
na szklance z herbatą.
Czerwony odcisk uśmiechu, który zostawał jeszcze chwilę po tym, jak wstawała od stołu.

I może właśnie to najlepiej Ją opisuje.

Bo Ona zostawiała po sobie coś więcej.
Zostawiała ciepło.

Nawet w trudnych momentach.
Nawet wtedy, kiedy sama potrzebowała siły.

Nie chciała martwić bliskich.
Mówiła, że wszystko jest dobrze.

I była sobą – do końca.

Podczas ceremonii wybrzmiał Jej ukochany utwór: „Dziwny jest ten świat”.
Ten sam, który wnuki śpiewały dla Niej wcześniej, tak po prostu, z serca.

I wtedy… coś się wydarzyło.

Nie było tylko ciszy.
Była bliskość.

Po zakończeniu ceremonii nikt nie wychodził od razu.
Ludzie zostawali jeszcze chwilę. W skupieniu. W zadumie.

A potem, już na cmentarzu, wnuczęta długo stały przy grobie swojej Krysi.
Jakby ten moment można było zatrzymać.
Jakby jeszcze przez chwilę można było być bliżej.

I może właśnie w tym jest sens takich pożegnań.

Nie w idealnych słowach.
Nie w formie.

Tylko w tym, co zostaje między ludźmi.

W tej ciszy.
W tej obecności.
W tym „jeszcze chwilę”.

Dziękuję rodzinie za zaufanie.
Za to, że mogłam opowiedzieć historię Krysi.

Bo są takie pożegnania, które nie kończą się w momencie ostatniego słowa.

One zostają.
W gestach.
W pamięci.
W tym ciepłym śladzie, który nosimy w sobie jeszcze długo.

I w tej wdzięczności, która przychodzi cicho…

Była czyjaś. I to wystarczyło.

Są pożegnania, które nie krzyczą. Są ciche, spokojne, prawdziwe. Takie, które nie przytłaczają, tylko pozwalają poczuć, co naprawdę było ważne.


Był Wielki Czwartek.
Czas, który sam w sobie niesie zatrzymanie.

Ludzie są już myślami przy świętach.
Domy powoli wypełniają się przygotowaniami.
A jednocześnie… gdzieś obok toczy się życie, które nie czeka na kalendarz.

Tego dnia w Szczawnie-Zdroju spotkali się najbliżsi.
Rodzina. Sąsiedzi. Przyjaciele.

Nie było tłumu.
Byli ci, którzy naprawdę znali Marię.

I to wystarczyło.


To była spokojna ceremonia.
Bez pośpiechu. Bez zbędnych słów.

Z przestrzenią na ciszę.
Na oddech.
Na bycie razem.

Miejsce też miało znaczenie.
Szczawno-Zdrój  z widokiem, który daje poczucie przestrzeni.
Z ciszą, która nie przytłacza, tylko otula.

Czasem właśnie tego najbardziej potrzeba.
Nie wielkich gestów.
Tylko miejsca, w którym można po prostu być.


Maria była osobą bliską.
Taką, którą się pamięta nie za wielkie rzeczy…
ale za codzienność.

Za to, jaka była.

Mama.
Babcia.
Prababcia. Teściowa.

Z poczuciem humoru.
Z lekkością.
Z tym czymś, co sprawiało, że przy Niej było po prostu dobrze.

Kochała życie w jego zwykłej formie.
Śmiech. Muzykę. Ludzi.

Szycie, które było dla niej czymś więcej niż umiejętnością.
To była Jej przestrzeń tworzenia.
Jej sposób na świat.

I była ta szczególna miłość…
do wnuka, który był Jej oczkiem w głowie.


Podczas tej ceremonii wybrzmiało wszystko, co najważniejsze.
Nie w wielkich zdaniach.

W prostocie.

W obecności.

Na życzenie rodziny pojawił się też moment modlitwy.
Cichy, spokojny. Naturalny.

Bo świecka ceremonia nie zamyka.
Ona daje przestrzeń.

Na słowa.
Na ciszę.
Na wiarę,  jeśli jest ważna.


To pożegnanie nie było ciężkie.

Było prawdziwe.

Były łzy.
Ale były też uśmiechy.

Była wdzięczność.

Za życie, które było czyjeś.
Za relacje, które zostają.
Za obecność, której nie da się zastąpić.


W przedświątecznym czasie często myślimy o tym, co przed nami.
O spotkaniach. O stole. O bliskości.

Ta ceremonia przypomniała coś jeszcze.

Że najważniejsze rzeczy dzieją się pomiędzy ludźmi.
W codzienności.
W byciu razem.

I że to właśnie zostaje najdłużej.


Jeśli stoisz dziś przed decyzją, jak pożegnać bliską osobę…
i czujesz, że potrzebujesz czegoś więcej niż schematu –

można inaczej.
Spokojniej.
Prawdziwiej.

Z uważnością na złowieka i Jego historię.

📞 693 557 955

Zamiast kwiatów… historia pożegnania, które naprawdę pomogło.

Są takie ceremonie, które zostają w pamięci na długo. Nie przez rozmach. Nie przez słowa. Tylko przez sens. Ta była właśnie taka, spokojna, prawdziwa… i zamieniająca pożegnanie w realne dobro.


Środek tygodnia przed Wielkanocą.
Czas, w którym świat powoli zaczyna mówić o nadziei.

A my spotkaliśmy się, żeby pożegnać Józefa.

Człowieka dobrego.
Tak po prostu.

Bez wielkich gestów. Bez potrzeby bycia w centrum.
Za to z uważnością, która zostaje w ludziach na lata.

Józef był z tych osób, przy których człowiek czuł się spokojniej.
Nie oceniał. Słuchał.
Był.

I może właśnie dlatego to pożegnanie było tak bardzo „Jego”.

Spokojne. Prawdziwe. Bez nadmiaru.


W kaplicy wybrzmiał utwór „Tolerancja” Stanisława Soyki.

Na życzenie Rodziny.

I trudno było nie pomyśleć, że to coś więcej niż muzyka.
Że to opowieść o Nim. O Józefie.

O Człowieku, który nie palił za sobą mostów.
Który zostawiał po sobie przestrzeń do rozmowy.
Do bycia razem, nawet wtedy, gdy nie było łatwo.


Ale w tej ceremonii wydarzyło się jeszcze coś.

Coś, co zmieniło wszystko.

Rodzina Józefa podjęła decyzję,
że zamiast kwiatów… zrobi coś więcej.

Poprosiła, aby osoby uczestniczące w pożegnaniu, jeśli tylko poczują taką potrzebę –
wsparły zbiórkę dla Bartka i Jasia.

Małych chłopców z Kuraszkowa, którzy dziś potrzebują pomocy.

Przy wejściu stanęła puszka.

I ludzie podchodzili.
Po cichu. Bez rozgłosu.

Nie było w tym nic na pokaz.
Była uważność. Było serce.

I nagle coś bardzo symbolicznego,
zamieniło się w coś realnego.

W pomoc, która ma znaczenie.


To był dokładnie ten moment,
w którym pożegnanie przestało być tylko końcem.

Stało się też początkiem czegoś dobrego.

I trudno o bardziej prawdziwe podsumowanie życia Człowieka,
który zawsze widział drugiego człowieka obok siebie.


Dziękuję Rodzinie Józefa.
Za tę decyzję. Za odwagę. Za uważność.

Dziękuję
Centrum Usług Pogrzebowych HADES z Obornik Śląskich
za spokojne i godne poprowadzenie tej ceremonii.

I Panu Rafałowi –
za muzykę, która była czymś więcej niż tłem.
Która niosła emocję.


Są takie momenty, które zostają.

I przypominają, że nawet w najtrudniejszym czasie
można zrobić coś dobrego.

Że pożegnanie nie musi być tylko stratą.
Może być też gestem, który idzie dalej.

Do innych ludzi. Do ich życia.

Ta historia ma swój dalszy ciąg.

Dzięki decyzji Rodziny i wszystkim osobom obecnym na ceremonii
udało się zebrać ponad 3200 zł
dla Bartka i Jasia.

To pokazuje, że jeden gest… naprawdę może iść dalej.

O tym, co wydarzyło się po tej ceremonii,
i jak to pożegnanie zamieniło się w realną pomoc –
napisałam w kolejnym artykule:

👉 „Jedna decyzja. Ponad 3200 zł dobra”


Jeśli stoisz dziś przed organizacją pożegnania
i czujesz, że chcesz, żeby było spokojne, osobiste, z sensem —
jestem.

Pomogę przejść przez ten czas tak,
żeby to, co ważne, naprawdę wybrzmiało.

📞 693 557 955

Kiedy życie zaczyna pisać się od nowa.

Są momenty, których nie wybieramy. Takie, po których nic już nie wygląda dokładnie tak samo. I właśnie wtedy, często bardzo cicho, zaczyna się coś nowego.


Nie zawsze jest tak, że życie wraca na swoje miejsce.
Nie wszystko da się „poskładać jak było”. I prawda jest taka, że czasem nawet nie powinno.

Są chwile, które zmieniają wszystko.
Po których uczymy się świata od nowa.
Trochę inaczej patrzymy, inaczej czujemy, inaczej układamy dzień.

I to nie jest słabość.
To jest droga.

Bo życie, kiedy się zatrzymuje, nawet jeśli boli, zaczyna pisać się od nowa.
Nie w wielkich gestach. Nie w przełomach, które widać z daleka.

Tylko w małych rzeczach.
W oddechu, który przychodzi spokojniej.
W ciszy, która już nie przytłacza tak jak wcześniej.
W obecności, swojej albo czyjejś – która wystarcza.

Ciszej.
Inaczej.
Po swojemu.


Święta bardzo często to wydobywają.
To, co trudne.
To, czego brakuje.
To, co już nigdy nie wróci w tej samej formie.

Ale jednocześnie… to też moment, w którym można pozwolić sobie na coś innego niż zwykle.
Nie na udawanie. Nie na „powinno się”.

Na bycie. Tak po prostu.

Może spokojniej niż rok temu.
Może inaczej niż kiedyś.
Ale wystarczająco.


Niech te dni przyniosą choć odrobinę spokoju.
Takiego, który nie musi niczego udawać.

Niech pojawi się w nich światło.
Nie mocne i oślepiające, tylko ciche, wystarczające, prawdziwe.

I może też odrobina nadziei.
Nie tej wielkiej, na wszystko.
Tylko tej małej, która pozwala zrobić kolejny krok.

Po swojemu.

× Zadzwoń +48 693 557 955
Świeckie ceremonie pogrzebowe – Magdalena Kunicka-Chabińska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

 

1. Polityka Prywatności
1. Administrator danych osobowych
Administratorem danych osobowych jest [Magdalena Kunicka-Chabińska], prowadzący stronę www.swieckieceremoniepogrzebowe.pl, z siedzibą: , e-mail:mistrzceremonii@op.pl
, tel.: [693-557-955].
2. Cele i podstawy prawne przetwarzania danych
Dane użytkowników są przetwarzane m.in. w celu:
•udzielenia odpowiedzi na zapytania przesyłane formularzem kontaktowym lub e-mailem;
•realizacji obowiązków prawnych;
•ewentualnego dochodzenia roszczeń.
Podstawą prawną przetwarzania jest: zgoda użytkownika (art. 6 ust. 1 lit. a RODO), umowa lub podjęcie działań na żądanie (lit. b), prawny obowiązek (lit. c) i uzasadniony interes administratora (lit. f)   .
3. Zakres zbieranych danych
Dane zbierane poprzez formularz to: imię i nazwisko (opcjonalnie), adres e-mail, treść wiadomości kontaktowej. Jeśli użytkownik zdecyduje się przesłać dane wrażliwe (np. informacje o stanie zdrowia z uwagi na charakter usług), dane te również będą przetwarzane wyłącznie po świadomej, dobrowolnej zgodzie. Strona korzysta z certyfikatu Let’s Encrypt, co zapewnia bezpieczną transmisję danych.
4. Odbiorcy danych
Dane mogą być przekazywane podmiotom przetwarzającym dane na zlecenie (np. dostawcy hostingu, system poczty), urzędom publicznym w związku z realizacją obowiązków prawnych, oraz – wyłącznie za zgodą – innym partnerom.
5. Okres przechowywania danych
Dane przechowywane są przez czas niezbędny do realizacji celu (np. odpowiadania na zapytania). W przypadku zgód – do momentu wycofania zgody lub upływu okresu archiwizacji dokumentów (np. kilka lat).
6. Prawa użytkowników
Użytkownikowi przysługują prawa: dostępu, sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych, sprzeciwu, wycofania zgody. Możliwość wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
7. Przekazywanie danych poza EOG
Jeśli dotyczy – informacja o przekazywaniu danych do krajów trzecich i przyjętych zabezpieczeniach (np. standardowe klauzule umowne).
8. Profilowanie
Jeśli nie stosowane – zaznaczenie, że profilowanie i zautomatyzowane podejmowanie decyzji nie ma miejsca.
9. Bezpieczeństwo danych
Strona zabezpieczona certyfikatem Let’s Encrypt zapewnia szyfrowaną komunikację (HTTPS). Stosowane są odpowiednie środki techniczne i organizacyjne, aby chronić dane przed dostępem niepowołanych osób.
2. Zasady RODO – klauzule w formularzu kontaktowym i e-mail
W formularzu kontaktowym i korespondencji e-mail należy zamieścić następujące zgody:
1.Zgoda na przetwarzanie danych (RODO)
„Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych (imię i nazwisko, adres e-mail, treść wiadomości) przez administratora strony www.swieckieceremoniepogrzebowe.pl w celu udzielenia odpowiedzi na moje zapytanie.”
2.Zgoda na przetwarzanie danych wrażliwych (jeżeli będą przesyłane)
„Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez administratora e-mailowo przesłanych informacji uznawanych za dane wrażliwe (np. dotyczące stanu zdrowia) w celu udzielenia odpowiedzi oraz realizacji usług funeralnych, z pełną świadomością potencjalnych konsekwencji przekazania tych informacji.”
Obie zgody muszą być dobrowolne, jednoznaczne i wyrażone poprzez wyraźne zaznaczenie (checkbox). Brak zaznaczenia oznacza, że formularz nie może zostać wysłany.