Nie każda rodzina żegna bliskiego w zgodzie. Czasami osoby odpowiedzialne za organizację pogrzebu muszą zmierzyć się nie tylko ze stratą, ale również z pretensjami, sprzeciwem i oczekiwaniami dalszych krewnych. Wtedy pojawia się pytanie: czyj głos powinien być najważniejszy, kiedy trzeba zdecydować, jak pożegnać zmarłego?
Pogrzeb nie zawsze łączy rodzinę.
Chcielibyśmy wierzyć, że w obliczu śmierci rodzinne spory tracą znaczenie. Że na chwilę wszyscy potrafią odłożyć na bok dawne urazy, różnice zdań i własne oczekiwania. Że najważniejsze staje się spokojne pożegnanie człowieka, który odszedł.
Niestety, życie nie zawsze tak wygląda.
Zdarza się, że decyzje dotyczące pogrzebu stają się źródłem napięć, których nikt wcześniej nie przewidywał. Ktoś chce ceremonii religijnej, ktoś inny świeckiej. Jedni uważają, że zmarły powinien spocząć w rodzinnej miejscowości, inni wybierają inne miejsce. Pojawiają się pytania, kto ma rację, kto powinien ustąpić i kto właściwie może decydować.
W takich chwilach łatwo zapomnieć, że pogrzeb nie jest wydarzeniem organizowanym po to, by spełnić wszystkie oczekiwania rodziny.
Jest pożegnaniem człowieka.
A przecież nie każda rodzina zna go w ten sam sposób. Nie wszyscy byli z nim równie blisko. Nie wszyscy mają te same wspomnienia, przekonania i potrzeby.
Kiedy bliscy mają różne wyobrażenia o pogrzebie.
Czasami osoby, które zajmują się organizacją pogrzebu, dobrze znają zmarłego i wiedzą, jak chciałyby go pożegnać. Innym razem ich relacja była trudna, kontakt przez lata pozostawał ograniczony albo po prostu niewiele wiedzą o jego życiu.
To również jest część ludzkich historii.
W takiej sytuacji rodzina musi podjąć konkretne decyzje. Ustalić miejsce pochówku, charakter ceremonii, jej przebieg. Nie zawsze może odwołać się do jednoznacznie wyrażonej woli zmarłego. Czasami pozostają jej własne przekonania, możliwości i próba znalezienia rozwiązania, które pozwoli przeprowadzić pogrzeb z szacunkiem.
I właśnie wtedy może pojawić się ktoś, kto ma zupełnie inne zdanie.
Krewny, który uważa, że pogrzeb powinien odbyć się w określonym miejscu. Osoba przekonana, że bez księdza pożegnanie nie będzie właściwe. Ktoś, kto nie uczestniczy w przygotowaniach, ale kiedy dowiaduje się o podjętych decyzjach, stanowczo się im sprzeciwia.
Samo odmienne zdanie nie jest niczym złym. Każdy ma prawo do własnych przekonań, również religijnych.
Problem zaczyna się wtedy, gdy rozmowa przestaje być próbą porozumienia, a staje się żądaniem, by inni podporządkowali się jednej wizji. Zwłaszcza gdy osoby, które rzeczywiście zajmują się organizacją pogrzebu, zostają postawione w sytuacji, w której muszą jeszcze bronić każdej podjętej decyzji.
Czy każdy członek rodziny powinien mieć decydujący głos?
To jedno z najtrudniejszych pytań.
Z jednej strony pogrzeb dotyczy człowieka, który miał różne relacje, rodzinne więzi i historię. Dalsi krewni również mogą przeżywać jego śmierć. Mogą mieć własne wspomnienia, poczucie obowiązku albo potrzebę pożegnania zgodnego z tradycją, w której zostali wychowani.
Z drugiej strony nie każda osoba z rodziny uczestniczy w organizacji ceremonii. Nie każdy bierze na siebie odpowiedzialność za ustalenia, formalności i wszystkie decyzje, które trzeba podjąć w krótkim czasie.
Nie można też zakładać, że sam stopień pokrewieństwa oznacza lepszą znajomość potrzeb zmarłego albo daje komuś moralne prawo do rozstrzygania za wszystkich.
Warto odróżnić prawo do wyrażenia własnego zdania od oczekiwania, że wszyscy będą musieli je przyjąć.
Wola zmarłego, jeśli została wyrażona, powinna być ważnym punktem odniesienia. Jeśli jej nie znamy, potrzebujemy rozmowy, rozsądku i poszanowania osób, które organizują pochówek. Kwestie formalne trzeba przy tym rozstrzygać zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Nie chodzi o to, by kogokolwiek wykluczać. Chodzi o to, by nie zamieniać organizacji pogrzebu w głosowanie, w którym każda osoba musi zatwierdzić każdą decyzję.
Bo w takiej sytuacji bardzo łatwo zgubić to, co najważniejsze.
Pogrzeb świecki nie jest oceną człowieka.
Kiedy rodzina wybiera ceremonię świecką, nie musi to oznaczać sprzeciwu wobec religii ani braku szacunku dla tradycji.
Czasami jest to po prostu forma pożegnania, która odpowiada przekonaniom osób organizujących pogrzeb. Innym razem wynika z relacji ze zmarłym, jego znanych poglądów albo z potrzeby przeprowadzenia ceremonii bez elementów religijnych.
Nie każdy człowiek żył w zgodzie z religijną tradycją. Nie każdy miał bliską relację z Kościołem. Nie każdy pozostawił po sobie jasną deklarację, jak chciałby zostać pochowany.
Wybór ceremonii świeckiej nie jest wtedy oceną tego, jakim człowiekiem był zmarły. Nie jest też próbą odebrania mu godności.
Jest decyzją dotyczącą formy ostatniego pożegnania.
Jako mistrzyni świeckich ceremonii pogrzebowych wiem, że godność pożegnania nie zależy od obecności określonych słów czy obrzędów. Zależy również od tego, czy ceremonia odbywa się z szacunkiem, bez upokarzania kogokolwiek i bez wykorzystywania śmierci do rozstrzygania dawnych sporów.
Najtrudniej wtedy, gdy pogrzeb staje się sprawą honoru.
Śmierć potrafi wydobyć z ludzi bardzo różne emocje. Smutek, żal, bezradność, ale też gniew i poczucie, że coś powinno wyglądać inaczej.
Bywa, że za sprzeciwem wobec konkretnej formy pogrzebu kryje się autentyczna troska. Bywa również, że ludzie próbują w ostatniej chwili odzyskać wpływ na relację, na którą wcześniej nie mieli czasu albo której nie potrafili naprawić.
Nie możemy jednak z góry oceniać cudzych intencji.
Możemy natomiast zauważyć, że rodzinny konflikt nie staje się mniej bolesny tylko dlatego, że toczy się wokół pogrzebu. Osoby odpowiedzialne za jego organizację także mają prawo do spokoju, szczególnie gdy muszą podejmować wiele trudnych decyzji w krótkim czasie.
Nie muszą przekonywać wszystkich do swoich wyborów. Nie muszą również traktować każdego sprzeciwu jako dowodu, że postąpiły niewłaściwie.
Czasami trzeba wysłuchać drugiej strony. Czasami warto poszukać porozumienia. A czasami należy spokojnie wyznaczyć granicę i wrócić do tego, co rzeczywiście wymaga załatwienia.
Bo pogrzeb nie powinien być ostatnią okazją do rozliczania rodzinnych relacji.
Ostatnie pożegnanie nie musi być idealne. Powinno być godne.
Nie każda historia kończy się pojednaniem. Nie każda rodzina potrafi stanąć obok siebie bez pretensji. Nie każdy pogrzeb przynosi spokój wszystkim, którzy w nim uczestniczą.
Nie mamy wpływu na wszystko, co wydarzy się między ludźmi.
Mamy jednak wpływ na to, czy w trudnym momencie będziemy próbować rozmawiać z szacunkiem. Czy uszanujemy znaną wolę zmarłego. Czy pozwolimy osobom organizującym pogrzeb podejmować odpowiedzialne decyzje. I czy powstrzymamy się od oceniania cudzych relacji, których często nie znamy w całości.
W pracy mistrzyni ceremonii spotykam się z różnymi historiami. Każda rodzina jest inna. Każdy człowiek pozostawia po sobie inny ślad.
Dlatego nie wierzę w jeden właściwy sposób pożegnania, który pasuje do wszystkich.
Wierzę natomiast, że niezależnie od tego, czy ceremonia ma charakter świecki, czy religijny, warto zadbać o jedno: żeby w tym ostatnim spotkaniu było jak najmniej walki o własne racje, a jak najwięcej szacunku dla człowieka, którego już nie ma.
Bo ostatnie pożegnanie nie jest konkursem na to, kto miał rację. Jest momentem, którego nie da się powtórzyć.
Jeśli stoją Państwo przed organizacją pogrzebu i nie wiedzą, jaką formę pożegnania wybrać, warto spokojnie porozmawiać o możliwościach. Pomagam rodzinom przygotować świeckie ceremonie pogrzebowe dopasowane do ich sytuacji, przekonań i historii zmarłego.
Czasami pierwszym krokiem do godnego pożegnania jest po prostu rozmowa.
Magdalena Kunicka-Chabińska

