Niektóre pożegnania zostają w pamięci na bardzo długo.
Nie przez wielkie słowa, ale przez emocje, symbole i momenty, których nie da się podrobić. Tak właśnie wyglądało ostatnie pożegnanie Wacława, Człowieka, który przez całe życie kochał motoryzację, żużel i swoją rodzinę.
Wacław przeżył 99 lat.
Był Człowiekiem spokojnym, uczciwym i niezwykle pracowitym.
Od młodości fascynowały Go motory i sport.
Jeździł w wyścigach motocyklowych, zdobywał medale, interesował się żużlem i piłką nożną.
Działał również w Polskim Związku Motorowym i WTS Sparta.
Przez wiele lat pracował jako kierowca i mechanik.
Kochał samochody, ruch i wszystko, co związane z motoryzacją.
Nawet swojemu ukochanemu autu nadał imię „Aloś”.
Na starsze lata największe szczęście dawały mu natura, ogród, sad i chwile spędzane z rodziną.
Przez siedemdziesiąt lat był mężem ukochanej Rozalii, obok której spoczął na zawsze.
Podczas ceremonii głos zabrali przedstawiciele WTS Sparta, wspominając Wacława i Jego wieloletnią więź ze środowiskiem żużlowym.
A później nadszedł moment, którego nikt z obecnych długo nie zapomni.
W chwili opuszczania urny do grobu rozległ się ryk żużlowego silnika.
Mocny, prawdziwy, przejmujący.
Ten dźwięk stał się ostatnim pożegnaniem Człowieka, który przez całe życie kochał motoryzację i emocje związane ze sportem.
Na zakończenie ceremonii, dzięki uprzejmości przedstawicieli WTS Sparta, rodzina Wacława oraz ja mogliśmy zrobić zdjęcia przy motocyklu, którego silnik chwilę wcześniej symbolicznie pożegnał Wacława.
To był piękny i bardzo poruszający gest pamięci.
Takie ceremonie pokazują, jak ważne są osobiste pożegnania.
Takie, które naprawdę opowiadają historię Człowieka.
Dziękuję Rodzinie za zaufanie oraz możliwość stworzenia tej wyjątkowej ceremonii.
Dziękuję również przedstawicielom WTS Sparta za obecność, ciepłe słowa i niezwykły gest pożegnania.

