Nie planujemy własnej śmierci.
Planujemy wakacje. Urodziny. Emeryturę.
Ale nie to.
A przecież każdy z nas kiedyś odejdzie.
Coraz częściej słyszę pytanie, które kiedyś padało szeptem:
„Czy mogę zaplanować własny pogrzeb za życia?”
I za każdym razem widzę w tym pytaniu coś bardzo ważnego.
Nie lęk.
Nie dramat.
Odpowiedzialność.
Dlaczego ludzie zaczynają o tym mówić?
Bo widzieli chaos.
Rodzinę, która w szoku nie wiedziała, czego chciał zmarły.
Spory między rodzeństwem.
Decyzje podejmowane pod presją księdza, sąsiadów, „bo tak się robi”.
I w pewnym momencie ktoś mówi:
„Ja nie chcę, żeby moje dzieci zgadywały.”
To zdanie zmienia wszystko.
Czy to nie jest zbyt trudny temat?
Trudniejszy jest brak rozmowy.
Kiedy bliscy stoją nad trumną czy urną i pytają siebie nawzajem:
„A co on by chciał?”
„Czy ona była wierząca?”
„Czy wypada inaczej?”
Planowanie własnego pożegnania to nie obsesja.
To ogromna ulga dla tych, którzy zostaną.
Co można zaplanować za życia?
Można określić:
– czy ceremonia ma być religijna czy świecka,
– czy ma przemawiać mistrz ceremonii,
– czy mają wystąpić bliscy,
– jaka muzyka ma wybrzmieć,
– czy ma to być pożegnanie bardzo osobiste czy bardziej formalne.
Można nawet zostawić list do odczytania.
To nie jest mroczne.
To jest świadome.
Największy mit
„To przyciąga śmierć.”
Nie przyciąga.
Przyciąga spokój.
Bo kiedy temat jest nazwany – przestaje być tabu.
A kiedy przestaje być tabu – przestaje straszyć.
Świecka ceremonia planowana za życia.
Wiele osób mówi wprost:
„Nie chcę, żeby ktoś czytał gotowe formułki. Chcę, żeby opowiedziano moją historię.”
I to jest piękne.
Bo świecka ceremonia nie jest sprzeciwem wobec wiary.
Jest wyborem formy, w której centrum jest człowiek.
Planowanie jej za życia to akt ogromnej dojrzałości.
A jeśli rodzina się przestraszy?
Najczęściej dzieje się coś odwrotnego.
Po pierwszym zaskoczeniu pojawia się zdanie:
„Dobrze, że nam to powiedziałaś.”
Bo dzieci nie chcą zgadywać.
Partner nie chce podejmować decyzji w pojedynkę.
Rodzina nie chce konfliktów.
Chcą jasności.
Największy akt miłości
Nie kwiaty.
Nie pomnik.
Nie koszt ceremonii.
Największym aktem miłości może być decyzja podjęta za życia.
„Oto jak chcę być pożegnana / pożegnany.
A Wy nie musicie się zastanawiać.”
To ogromny dar.
Jeśli ten temat w Tobie pracuje –
możesz zadzwonić i zapytać.
Rozmowa nie jest deklaracją.
Jest przestrzenią do spokojnego poznania możliwości.

